Najstarsze opactwo cysterskie w Polsce Sanktuarium bł. Wincentego Kadłubka

W święto świętych archaniołów Michała, Gabriela i Rafała publikujemy dwa kazania św. Bernarda poświęcone aniołom. Zapraszamy do dobrej duchowej lektury.

Zachowały się dwa kazania św. Bernarda na święto Aniołów i Archaniołów. Tworzą one spójną całość i, jak można wywnioskować, zostały wygłoszone w dwóch kolejno następujących po sobie dniach. Liturgia ówczesnego Clairvaux przewidywała na to święto urywek ze św. Mateusza 18, 1-10, który mówi o uniżeniu jak dziecko, by wejść do królestwa niebieskiego i o unikaniu zgorszenia, zwłaszcza maluczkich, bo ich aniołowie wpatrują się w oblicze Boga Ojca. Bernard pomija to bezpośrednie odwołanie do aniołów i wydobywa duchowy pokarm dla swoich braci z Jezusowej przestrogi przed byciem zgorszeniem dla innych. Dla owocnej lektury obydwu kazań należy wiedzieć, że scandalum, łacińskie słowo o greckim pochodzeniu, ma w języku polskim cały wachlarz znaczeniowy: w sensie dosłownym jest to pułapka zastawiona na drodze, coś o co można się potknąć. W sensie moralnym jest to zgorszenie, czyli danie drugiej osobie powodu do „bycia gorszym”, bycie dla niej przyczyną moralnego upadku, dawanie jej złego przykładu. Kiedy św. Bernard cytuje słowa Jezusa o zgorszeniu i byciu powodem grzechu, posługuje się właśnie tym jednym terminem scandalum. We wspólnocie monastycznej trudno o większe zło, jakim jest wywoływanie podziałów i na tym to zgorszeniu skupia się opat Clairvaux.

Kazanie I na święto św. Michała Archanioła.

O obowiązkach aniołów w stosunku do nas i o naszej czci w stosunku do nich płynącej z trojakiego powodu, dla którego o nas się troszczą.

1. Obchodzimy dzisiaj wspomnienie aniołów, wy zaś domagacie się ode mnie kazania godnego tak wielkiej uroczystości. Cóż jednak może powiedzieć marny robak o duchach anielskich? Wierzymy przecież i wyznajemy niezachwianą wiarą, że są szczęśliwi dzięki Bożej obecności i widzeniu i że bez końca radują się w dobrach Pańskich, których ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć (por. 1 Kor 2, 9). Cóż zatem może o tym powiedzieć człowiek do ludzi, skoro nie zdoła ani tego pomyśleć, ani oni nie zdołają usłyszeć? Zaiste, jeśli z obfitości serca mówią usta, trzeba by zamilkł język, bo brakuje mu myśli. Jeśli jednak zbyt wielkim jest dla nas mówienie o jasności i chwale, którymi święci aniołowie w sobie samych, a raczej w Bogu swoim, przewyższają nasze serca, pomówmy o łasce i miłości, jaką nam okazują. Duchy bowiem niebieskie mają nie tylko wielką godność, ale także miłosierną łaskawość. Godnym przeto jest bracia, byśmy – skoro już nie dosięgniemy ich chwały – otworzyli się na ich miłosierdzie, w które winni obfitować domownicy Boga, obywatele nieba, książęta raju. Sam Apostoł porwany do trzeciego nieba, ten który zasłużył oglądać święty dwór i poznać jego tajemnice, zaświadcza, że wszyscy jego słudzy są duchami przeznaczonymi do usług tym, którzy mają posiąść zbawienie (por. Hbr 1, 14).

2. Niech się to nikomu nie wydaje niewiarygodne, bo przecież także sam Stwórca i Król aniołów przyszedł nie po to, żeby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mt 20, 28). Czemu więc miałby ktoś gorszyć się służbą aniołów, skoro Ten któremu tak gorliwie i radośnie służą, przewyższył ich w uniżeniu? Jeśli jednak dalej wątpisz, takie świadectwo dał ten, który widział: Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim (Dn 7, 10). Inny z kolei prorok mówiąc do Ojca o Synu powiedział: Uczyniłeś Go niewiele mniejszym od aniołów (Ps 8, 6). Tak to przystało, aby przewyższył ich również w pokorze. Stał się o tyle mniejszym od aniołów, o ile przyjął na siebie niższą posługę. O tyle zaś jest od nich wznioślejszy, o ile wyższe odziedziczył od nich imię. Spytasz jednak, w czym był mniejszym od aniołów, kiedy przyszedł, aby służyć, skoro i oni, jak to wcześniej przypomnieliśmy, zostali przeznaczeni do posług. W tym mianowicie, że nie tylko służył, ale także Jemu służono, On bowiem w jednej osobie połączył Tego, który służy i Tego, któremu się służy. Słusznie więc Oblubienica w Pieśni nad pieśniami mówi: Biegnie przez góry, skacze po pagórkach (Pnp 2, 8). Kiedy On służy, skacze między aniołami, skacze zaś ponad nich, kiedy jest Tym, któremu się służy. Służą Mu bowiem aniołowie, ale nie ze swojego. Zanoszą Bogu dobre uczynki, nie swoje wszelako, ale nasze i odnoszą nam Jego łaskę. Dlatego Pismo święte mówi: Wzniósł się dym kadzideł z ręki anioła przed Bogiem, dodając od razu, że dano mu wiele kadzideł (por. Ap 8, 4. 3). Aniołowie bowiem ofiarowują Bogu nie swój pot, ale nasz, nie swoje łzy, ale nasze i niosą nam Jego dary, a nie swoje własne.

3. Inaczej jest natomiast z owym Sługą wznioślejszym od wszystkich, pokorniejszym od wszystkich, który sam siebie złożył jako ofiarę chwały, składając Ojcu swoje życie i który aż do dzisiaj daje nam swoje Ciało. Nic zatem dziwnego, że łaskawie, a nawet chętnie służą nam aniołowie, skoro mamy tak wielkiego Sługę. Miłują nas aniołowie, bo Chrystus nas umiłował. Ludzie przytaczają takie powiedzenie: Kto mnie kocha, kocha także mojego psa. O błogosławieni aniołowie, my jesteśmy szczeniętami tego Pana, którego tak bardzo kochacie, szczeniętami, które pragną nasycić się odpadkami ze stołu naszych panów (por. Mt 15, 27), którymi wy jesteście. Mówię to, bracia, byście mieli większą ufność do świętych aniołów, a dzięki temu śmielej wzywali ich na pomoc w każdej waszej potrzebie, a także byście godniej zachowywali się w ich obecności i starali się zjednać sobie u nich coraz większą łaskę, życzliwość i dobroć. Dlatego też opowiem wam o dwóch innych powodach, dla których aniołowie troszczą się o nas w naszej ułomności, na nasz pożytek, nie troszcząc się wcale o siebie. Nie tracą swojej szczęśliwości, nam zaś przyczyniają się do zbawienia.

4. Ośmielę się powiedzieć, że niewątpliwie, skoro dusze ludzkie są tak samo rozumne jak aniołowie i zdolne są uczestniczyć w ich szczęśliwości, mają z nimi pokrewną naturę. O błogosławione duchy, nie przystoi, byście odwracali się wbrew nakazowi prawa od tych, co są z waszego rodu i nad którymi macie czuwać, chociaż, jak widzicie, popadli w wielkie poniżenie. Nie myślimy też, mieszkańcy wyżyn niebieskich, że z lubością patrzycie na upadek waszego miasta, na ruiny powalonych murów. Jeśli, co jest słuszne, pragniecie jego odbudowy, zanoście często, proszę, przed tron chwały słowa modlitwy: Panie, okaż Syjonowi łaskę w swej dobroci, odbuduj mury Jeruzalem (Ps 50, 20). Jeśli miłujecie piękno domu Bożego, a przecież naprawdę miłujecie, niech doświadczą waszej gorliwości żywe i rozumne kamienie, jedyne jakie mogą wraz z wami mogą posłużyć do jego odbudowania. Oto, najdrożsi, ów potrójny, zesłany z wysokiej stolicy niebios, sznur, którym przeogromna miłość aniołów pociąga nas, by nas pocieszyć, nawiedzić i wspomóc, przez wzgląd na Boga, na nas i na nich samych. Tak, przez wzgląd na Boga, bo także oni, co godne, naśladują Jego serdeczną miłość do nas. Przez wzgląd na nas, bo nasze do nich podobieństwo wzbudza u nich współczucie. Przez wzgląd na nich samych wreszcie, bo całą swoją istotą oczekują, aż z naszym udziałem zostaną odtworzone ich hufce. Usta bowiem dzieci, które żywią się jeszcze mlekiem, a nie stałym pokarmem, mają głosić chwałę Bożego majestatu, jaką cieszą się w słodkiej radości duchy niebieskie, posiadając już jej pierwociny. Zatem o tyle żarliwiej nas oczekują, o ile bardziej pragną i błagają o jej wypełnienie.

5. Skoro zatem tak to wygląda, rozważcie, najmilsi, jakiego potrzeba nam starania, byśmy mogli się okazać godni ich towarzystwa i tak żyjmy wobec aniołów, byśmy nie obrazili ich świętego spojrzenia. Biada nam, gdyby przez nasze grzechy i zaniedbania, uznali nas za niegodnych swojego towarzystwa i swej obecności, tak że będziemy musieli płakać i mówić wraz z prorokiem: Przyjaciele moi i sąsiedzi stronią od mojej choroby i moi bliscy stoją z daleka. Ci, którzy czyhają na moje życie, zastawiają sidła (Ps 37, 12-13a), gdy opuszczą nas nawet ci, których obecność ma moc nas chronić i odpędzać nieprzyjaciela. Jeśli więc życzliwość aniołów jest nam tak konieczna, musimy unikać wszystkiego, co ich obraża, zwłaszcza tego, o czym wiemy, że znajdują w tym największe upodobanie. W wielu bowiem rzeczach mają upodobanie i cieszy ich, jeśli widzą je w nas, jak na przykład trzeźwość, czystość, dobrowolne ubóstwo, wytrwałe wołanie do nieba, modlitwa zmieszana z łzami i skruchą serca. Jednakże ponad wszystko to, pragną od nas aniołowie jedności i pokoju. A dlaczego tym właśnie najbardziej radują się, co w nas ukazuje pewne rysy ich miasta, tak że na ziemi jaśnieje już nowe Jeruzalem? Dlatego, mówię, że tak jak uczestnictwo tego miasta jest w tym samym (por. Ps 121, 3 Wulg.), tak i my to samo myślmy, wszyscy to samo mówmy, by nie było w nas podziałów, ale raczej bądźmy wszyscy jednym ciałem w Chrystusie, a każdy z nas dla drugiego niech będzie członkiem ciała.

6. Z drugiej zaś strony nic tak nie obraża aniołów, nic ich tak nie pobudza do gniewu, jak podziały i zgorszenia, jakie mogą się w nas zrodzić. Posłuchajmy więc, co mówi Paweł do Koryntian: Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? (1 Kor 3, 3) W liście zaś Judy apostoła czytamy: Oni to powodują podziały, a sami są cieleśni i Ducha nie mają (Jud 19). Wiecie, że dusza ludzka ożywia wszystkie członki ciała, o ile pozostają ze sobą we wzajemnej łączności. Odłącz jednak jakikolwiek członek od jedności z innymi i zobacz, czy dusza ożywi go na odległość. Tak jest z każdym, kto rzekłby „Niech Jezus będzie przeklęty” (por. 1 Kor 12, 3). Nikt nie powie tego mocą Ducha Bożego, bo przekleństwo to odłączenie. Powiem więc, że tak jest z każdym, kto oddziela się od jedności i nie powinieneś wątpić, że nie ma już w nim ducha życia. Słusznie zatem tych, którzy wzniecają spory apostołowie zwali ludźmi cielesnymi czy zwierzęcymi, bo nie mieli oni Ducha. Mówią więc owe święte i błogosławione duchy, gdy spotkają zgorszenia i waśnie: Cóż mamy wspólnego z tym pokoleniem, które nie ma Ducha? Gdyby mieli Ducha, przez Niego rozlałaby się miłość i nie ucierpiałaby jedność. Mówią też: Nie pozostawajmy w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną (por. Rdz 6, 3). Cóż ma wspólnego światło z ciemnością (2 Kor 6, 14c). My jesteśmy z królestwa jedności i pokoju i spodziewaliśmy się, że ci ludzie dojdą do takiej jedności i pokoju. Teraz zaś w jaki sposób z nami się zjednoczą, jeśli sami ze sobą mnożą podziały? Widzicie zatem, że bardzo pasuje do tej uroczystości ten fragment ewangelii, przestrzegający nas przed gorszeniem maluczkich, skoro zgorszenia tak bardzo wywołują odrazę u aniołów. Kto by stał się powodem zgorszenia dla jednego z tych małych… (Mt 18, 6) O, jak straszliwe jest to, co dalej następuje!… Ale czas ucieka, trzeba nam iść na mszę świętą. Nie miejcie za złe, proszę, jeśli odłożę ciąg dalszy kazania na następny raz. Może nie okaże się to nieużyteczne, bo w następnym kazaniu pomówię o tym dokładniej.

Kazanie II na temat fragmentu „Kto by się stał przyczyną grzechu dla jednego z tych małych, którzy we Mnie wierzą…” (Mt 18, 6-9)

1. Wysłuchaliście, bracia, straszliwie brzmiącego czytania z ewangelii przeciwko tym, którzy gorszą maluczkich. Nikomu nie schlebia Prawda, nikogo nie łechce, nie zwodzi nikogo, lecz wprost ostrzega, że biada temu człowiekowi, przez którego przychodzą zgorszenia. Byłoby lepiej, gdyby taki człowiek się nie narodził (por. Mt 26, 24), to znaczy nie narodził się do życia, nie narodził się z Ducha – taki, co później żyje według ciała. Przystoi, jeśli się znajdzie taki, co czyni zgorszenie w tym domu, w tym świętym zgromadzeniu, miłym Bogu i przyjemnym Jego aniołom, by zawiesił sobie kamień młyński na szyi i by zamiast słodkiego jarzma i lekkiego brzemienia Zbawiciela, wziąwszy sobie na ramiona ogromny ciężar pożądań ziemskich, rzucił się w głębokości wielkiego i szerokiego morza, którym jest bez wątpienia ten zepsuty świat. Mniej bowiem zasługuje na potępienie ginąć w świecie niż w klasztorze, bo musi zginąć człowiek, co nie ma miłości, choćby nawet ciało swoje wydał na spalenie (por. 1 Kor 13, 3). Mówię to, bracia, nie jakobym źle o was myślał, albo jakoby widoczna wśród was była ta szkaradna wada, lecz po to byście trwając w Panu w tej miłości, jednomyślności i pokoju, starali się w nich wytrwać i byście jeszcze bardziej w nie obfitowali. Czym jest bowiem nasza nadzieja, radość nasza i wieniec chwały? Czyż nie jest nią wasza jedność i jednomyślność, z której cieszę się, widząc was, kochających się po bratersku, mających przede wszystkim miłość, która jest więzią doskonałości (Kol 3, 14). Przeto, zaklinam was, najdrożsi, tak stójcie w Panu! Po tym wszyscy, również aniołowie, poznają, że jesteście uczniami Chrystusa, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali (por. J 13, 35).

2. Zatem, jeśli pamiętacie, jak w poprzednim kazaniu mówiliśmy wam o potrójnej przyczynie, dla których aniołowie miłują nas i troszczą się o nas, można stąd również trafnie wykazać, jak bardzo pożyteczna jest miłość braterska. Łatwo dowieść, że człowiek, który nie miłuje bliźniego, nie posiada żadnej z tych przyczyn, o których wtedy mówiliśmy. Czy aniołowie będą nas miłowali przez wzgląd na Chrystusa, jeśli spostrzegą, że bez wzajemnej miłości wcale nie jesteśmy Jego uczniami? Czy będą nas miłowali przez wzgląd na nas samych, to znaczy przez wzgląd na podobną naturę duchową, jeśli zobaczą, że nie kochamy współuczestników naszego człowieczeństwa? Albo, jeśli widząc waśnie między nami, przekonają się, że jesteśmy bardziej cieleśni niż duchowi? Wreszcie, czy będą nas miłować przez wzgląd na siebie samych i na nadzieję przyszłej odbudowy swego miasta, jeśli – co nie daj Boże! – zabraknie nam tylko tej zaprawy, która jako jedyna może nas z nimi zespolić i współbudować, jaką jest zaprawa miłości? Jakże będą się spodziewali, że nami będą odbudowane mury świętego miasta, jeśli poznają, jeśli spostrzegą, że nie jesteśmy żywymi kamieniami, które łatwo do siebie przylegają, ale raczej prochem, który wiatr rozmiata po powierzchni ziemi, który porusza każdy powiew jednego słowa i rozprasza nawet najlżejszy podmuch wszelkich podejrzeń? Niech zatem to wystarczy odnośnie słów Pana: Kto by się stał przyczyną grzechu dla jednego z tych małych. Wierzę bowiem, że odtąd z większą gorliwością będziecie starali się unikać tej śmiertelnej zarazy.

3. Idąc zaś dalej, kogo nie poruszy to, co mówi ewangelia: Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je? (Mt 18, 9a) Czy mamy wyłupić to oko cielesne, albo jedną z tych rąk, albo tak samo odciąć jedną z nóg? Bądźmy dalecy od takiego cielesnego, a nawet niepoważnego myślenia! W rzeczywistości chodzi o to, że przeraziwszy się tak twardym Bożym słowem mówiącym o zewnętrznych zgorszeniach, słyszycie naukę, jak należy postępować w stosunku do zgorszeń, których doświadczamy wewnątrz nas, w członkach naszych spostrzegając inne prawo (por. Rz 7, 23). Bóg jednak zna naszą kruchość, wie, że takie zgorszenia niełatwo u nas usunąć, pozwala nam jednak w codziennym doświadczeniu poznać ich trzy rodzaje. Tymczasem jest w nas zdrowe oko duchowego spojrzenia, o którym trzeba powiedzieć, że zawdzięczamy je raczej łasce niż nam samym. Za to powodem do upadku jest nasze własne oko, prawdziwie należące do nas samych, skoro tylko nasza wola wywoła niepotrzebnie inne, mniej czyste spojrzenie. Mamy jednak co do tego zbawienne pouczenie Odkupiciela: Wyłup je i odrzuć od siebie. A jest tak wówczas, gdy nie zgadzasz się, jeśli odpychasz, jeśli stawiasz opór. Tak też należy rozumieć słowa o ręce i nodze, bo gdy dążymy do dobrych uczynków, a nasza wola skłania nas do innego działania – wtedy ręka nasza jest nam powodem do grzechu i winna być odcięta i odrzucona, byśmy jej nie ulegli.

4. Tak samo, gdy chcemy postępować w świętym życiu i wznosić się po szczeblach drabiny, która ukazała się Jakubowi i, jak mówi psalmista, przechodzić od cnoty do cnoty (por. Ps 73, 8 Wulg.), często doświadczamy upadków przez własną małoduszność i niedbalstwo, bo stopa nasza woli zstępować i iść coraz niżej. Trzeba ją jednak odciąć, by stopa łaski, która stoi na równej drodze (por. Ps 25, 12), mogła biec bez przeszkód, bez potknięcia, bez utrudnień. Natomiast zdanie: Lepiej jest dla ciebie wejść do życia z jednym okiem, ręką lub nogą, niż z dwoma być wrzuconym w ogień wieczny (por. Mt 18, 8b) odnosi się do tych, którzy idą za swoją wolą: czy to dobrą, czy to złą, i podążają dwiema drogami, w zależności od tego, jak zmieniają się ich upodobania. Dla takich rzeczywiście lepiej byłoby obrać wyłącznie drogę łaski, a gdy napotkają własną wolę, odciąć ją i odrzucić od siebie. A kiedy z biegiem czasu, będziemy zaprawieni w odcinaniu własnej woli, już ją do pewnego stopnia ujarzmimy, tak by nauczyła się nie pysznić, ale raczej by dusza nasza była poddana Bogu bez zgorszeń i buntu. Także i oka nie trzeba będzie wyłupywać, gdy człowiek złączy się ze zdrowym okiem i on sam stanie się zdrowy, wszak oko nie jest czymś odrębnym, ale jest z nim jedno, jak to zaświadcza apostoł: Ten, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem (1 Kor 6, 17). Co zaś powiedziano o oku, trzeba tak samo rozumieć w odniesieniu do ręki i nogi. Ten jest bowiem człowiekiem doskonałym, którego wola zrodzona z uczuć zgadza się z pragnieniem łaski, tak że nie pożąda zła, mniejszego dobra ani mniej dobrze niż mu to podpowiada łaska. Pokój ten płynie ze szczęścia, natomiast odcięcie zgorszeń i zwycięstwo nad pokusami – z mocy. Jedno z chwały, drugie z cnoty.

tłum. br. G. OCist

 

Adres korespondencyjny:

Archiopactwo Ojców Cystersów ul. Klasztorna 20
28-300 Jędrzejów
woj. świętokrzyskie

Zobacz nas na mapie

 pomoc

logo vincentianum